.

Moje spotkania z druhem Tadeuszem Wesołowskim.

 

Było ich wiele. Od lat osiemdziesiątych nasze drogi krzyżowały się ciągle ze sobą. Z tych wielu spotkań wybrałam kilka, które utkwiły w mojej pamięci.

 

Spotkanie 1.

Kolejne Zjazdy naszego hufca "PIAST", kolejne wybory komendantów: dh Bronek, dh Zbyszek, a w końcu Janusz. Wśród zaproszonych gości Ty - druhu Tadziu na honorowym miejscu, a w tłumie, wśród wielu instruktorów - ja - najpierw z podkładką białą, po latach z tą upragnioną czerwoną. Zawsze rzucał się w oczy Twój podziw i szacunek dla wybranych komendantów, którzy byli od Ciebie o wiele, wiele lat młodsi. Stawałeś na baczność, salutowałeś, życzyłeś im szczęścia i wytrwałości. Wiedziałeś dobrze, jak nikt inny, że ciężko trzeba na tej funkcji pracować, jak duża jest odpowiedzialność. Wiedziałeś, bo byłeś jednym z nich.

 

Spotkanie 2.

Rok 1986 - lato i wyjazd harcerzy z naszego hufca do Suhl w NRD. Byłam na III roku historii, miałam wakacje, ktoś nie mógł jechać z tą drużyną i w ostatniej chwili poproszono mnie. Mój niemiecki był okropny, więc przydzielono mi tłumacza. To byłeś Ty druhu Tadziu. Bałam się, że sobie nie poradzę - miałam 23 lata, jechałam po raz pierwszy za granicę, ale Ty podtrzymywałeś mnie na duchu. To były 2 tygodnie pełne emocji, niespodziewanych zdarzeń. Kiedyś wchodziliśmy z młodzieżą na jedną z najwyższych górek - Ty byłeś pierwszy, później długo, długo nikt i w końcu gromada harcerek i harcerzy i ja - sapaliśmy jak lokomotywy. Niemcy, kiedy usłyszeli, że masz ponad osiemdziesiąt lat, nie chcieli wierzyć. Myśleli, że przejęzyczyłam się. W końcu na piasku napisałam "83".

Myślę, że ten wyjazd był jakimś znakiem, że nasze harcerskie drogi będą krzyżować się do końca. Wtedy po raz pierwszy stwierdziłam, że Ty druhu Tadziu jesteś podobny do mojego dziadka Feliksa, niedużego, o jasnych włosach, też Powstańca Wielkopolskiego, który walczył w Chodzieży, a zmarł w 1977 roku.

Ty - druhu Tadziu chciałeś być pomocny w naszym hufcu. Byłeś tłumaczem w Rogalinku, gdzie gościliśmy niemieckie dzieci w ramach rewizyty. Wiem, że kilku przysyłało Tobie kartki na święta i ciągle pytali o Twoje zdrowie.

Byłeś z nami na Malcie poznańskiej w 1992 roku, kiedy to odbył się Zlot Harcerstwa Wielkopolskiego. Mając 89 lat spałeś w namiocie i jadłeś z menażki.

 

Spotkanie 3.

Rok 1993 i Twoje druhu Tadziu 90 urodziny. Chcieliśmy wszyscy, abyś je zapamiętał. Zorganizowaliśmy je w naszym ośrodku w Rogalinku. Były tam jeszcze piece na stołówce i świetlicy, dziś już tego nie ma. Wszystko się zmieniło. A wtedy było honorowe miejsce dla Ciebie, pełno zuchów i harcerzy, a każdy z nich zrobił dla Ciebie laurkę. Był misiu - harcerz, olbrzymich rozmiarów pluszak z rogatywką, chustą i plakietkami. Był wielki tort ze świeczkami, życzenia od seniorów "jedynkarzy", "piątaków", od harcerzy Twojej 4 PDH i wielu zaproszonych gości. Po obiedzie zasiedliśmy na świetlicy. Byli tam młodzi i starzy i Ty druhu Tadziu. Opowiadałeś o dawnym harcerstwie, ubolewałeś nad rozłamem - pamiętam - mówiłeś - że harcerstwo jest jedno, że sięga korzeniami do 1911 roku, do naszej historii, do patriotyzmu, do bycia Polakami. Zaczęliśmy śpiewać "Gdy szedłem raz od Warty".

Przyszedł rok 1998 i Twoje 95 urodziny też wyprawione w Rogalinku, do którego chętnie przyjeżdżałeś, choć mówiłeś, że nie zasługujesz na takie zaszczyty, wiedzieliśmy, że jest Tobie przyjemnie, że w długie zimowe wieczory wspominasz te spotkania.

 

Spotkanie 4.

Rok 1999 - lato. Po obozie przyjechaliśmy do Lisówek. Piękny dom pomocy społecznej wybudowany z różnych funduszy, położony w lesie - choć daleko od Poznania. Szukaliśmy Cię długo - byłeś na spacerze, później z przejęciem oprowadzałeś nas po domu, kaplicy, stołówce, pokazałeś basen na zewnątrz i wewnątrz budynku. Ale w twoim głosie była troska o to, kto Cię będzie odwiedzał, o to, że Paweł nie ma samochodu i jak będzie dojeżdżał. Byłeś świadomy tego, że na Strzałowej nie mogłeś mieszkać bo byłeś za bardzo osłabiony.

Później spotkałam Ciebie w Kościele na Wzgórzu Przemysława - siedziałeś z tyłu na ławeczce - smutny i samotny. Na moje pytanie odpowiedziałeś, że przywieźli Ciebie do Kościoła za wcześnie, że nie zdążyłeś zjeść obiadu, tylko masz kanapki w woreczku i jak będziesz głodny, to je zjesz. Skonstatowałeś, że przecież to ważna uroczystość, bo niecodziennie odsłania się Pomnik Ofiar Katynia w Poznaniu. Później doszedł do nas druh Zenek i zabrał Ciebie do ławek, gdzie siedziałeś obok najwyższych władz naszego kraju, województwa, miasta. Msza trwała około dwóch godzin. Zastanawiałam się jak to wytrzymujesz. Dowiedziałam się później od Pawła, ze zabrakło Tobie sił aby pójść pod Zamek i odwieziono cię do Lisówek.

 

Spotkanie 5.

23 grudnia 1999 - przyjechaliśmy do Ciebie, żeby złożyć życzenia świąteczne i noworoczne. Przywieźliśmy Betlejemskie Światło Pokoju. Zaskoczyliśmy Ciebie tą wizytą i ucieszyliśmy. Pokazałeś nam ostatnie zdjęcie z Premierem, szablę, którą dostałeś, prezenty imieninowe i znów wspominałeś. Na pytanie co będziesz robić jutro, jak spędzisz święta - odpowiedziałeś, ze przyjedzie Paweł i pociągiem z Dopiewa dojedziecie do Poznania. Spojrzeliśmy po sobie i pomyśleliśmy to samo - Przecież taki kruchy, czasami chwiejący się, nie dojedzie.

24 grudnia Janusz pojechał po Ciebie z Pawłem. Koniecznie chciałeś odwiedzić nasz dom. Przyjechałeś pięknie ubrany w śnieżnobiałą koszulę i czarny garnitur. Wyglądałeś zupełnie inaczej - brakowało mundurka harcerskiego, ale jak stwierdziłeś - wypadało iść do Pawła rodziców w tak uroczystym stroju. Bardzo podobał się Tobie nasz dom i byłeś pełen podziwu dla hufcowego, który sam go wybudował. Obejrzałeś wtedy zdjęcie mojego dziadka i powstańców z okolic Chodzieży. Podzieliliśmy się wtedy opłatkiem, życzyliśmy spokojnych świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Nikt z nas nie przypuszczał, że to jedno z ostatnich spotkań.

 

Spotkanie 6.

25 stycznia 2000 - przyjechaliśmy do Lisówek, aby uzgodnić z dyrekcją Twoje 97 urodziny. Obeszliśmy świetlicę i stołówkę, ustaliliśmy ilość gości, solenizantów z domu pomocy, którzy w tym dniu mieli obchodzić z Tobą urodziny - było ich 14. Później przyszliśmy do Ciebie. Leżałeś w pokoju, było Tobie zimno, chyba miałeś temperaturę. Po założeniu skarpet i poproszeniu pielęgniarki dostałeś leki, ale temperatura zaczęła wzrastać, stałeś się niespokojny, chciałeś wracać do domu na Strzałową, twierdziłeś, że szalejąca grypa dopadła i Ciebie. Miał przyjść do Ciebie lekarz, więc zaczęliśmy się żegnać. Obiecałeś, ze wyzdrowiejesz do dnia urodzin. W nocy powiadomiono nas, że pogotowie odwiozło Cię do szpitala.

Grypa dopadła i mnie - nie odwiedziłam Ciebie w szpitalu, ale robił to Janusz. Powoli wracałeś do zdrowia. Po wielu namowach zgodziłeś się mieszkać w Lisówkach tylko do końca zimy. Później chciałeś wrócić na Strzałową.

Po tygodniu postanowiliśmy Ciebie odwiedzić. Pojechała druhna Halinka z Kręgu Piątaków, druhna Ela z 4 PDH, Paweł, Janusz i Ja. Znowu leżałeś w łóżku i ciężko oddychałeś, nie miałeś siły wstać, ciągle chciałeś pić. Kiedy odchodziliśmy czułeś się lepiej. Zasypiałeś spokojniej. W piątek znowu zabrano Ciebie do szpitala. Po kroplówkach odzyskiwałeś siły. I nagle w niedzielę przed południem zasnąłeś - odszedłeś na Wieczną Wartę.

 

Spotkanie 7.

25 lutego 2000 roku - cmentarna kaplica na Miłostowie. Twój pogrzeb Druhu Tadziu. Harcerskie sztandary okryte żałobnymi wstęgami, warta przy Twoim grobie. Odprowadzają Ciebie władze województwa, miasta i brać harcerska całej naszej Wielkopolskiej Chorągwi, kompania honorowa Wojska Polskiego, sąsiedzi, Paweł i rodzina. Są Twoje odznaczenia i szabla z której byłeś tak dumny. Jest wiele kwiatów, wieńcy, są znicze. Pogrzeb prowadzi Kapelan Chorągwi ks. Paweł. Ja stoję gdzieś w tłumie. Spoglądam po twarzach tych, którzy przyszli. Są skupione i poważne. I wiesz druhu Tadziu - jest mi smutno, że to nasze ostatnie spotkanie.

 

Ciężko jest wspominać, kiedy smutek jest ciągle wielki, a przy pisaniu łzy cisną się do oczu.

 

hm. Dorota Schwarz-Wolska

 

Poznań, marzec 2000 roku

powrót